Kierowcy nie dajcie się doić z pieniędzy – wstępniak

10 lutego, 2010

Do stworzenia tego bloga popchnęły mnie przemyślenia w trakcie podróżowania samochodem.

Jak wiele milionów Polaków codziennie używam samochodu. Pokonywanie dziesiątków i setek kilometrów przestało mnie bawić już dawno temu, traktuję to raczej jako konieczność wynikającą z konieczności podróży służbowych lub załatwiania spraw osobistych. Społeczność kierowców w naszym kraju liczy wiele milonów osób. Liczba zarejestrowanych samochodów przekroczyła 20 milonów. Ludzie, którzy podróżują samochodem na wiele sposobów transferują wielkie sumy do budżetu RP:

-akcyza od zakupu pojazdu

-VAT od zakupu pojazdu

-nieodliczony vat od samochodu osobowego „bez kratki”

-podatek od pieniędzy za zakupiony pojazd -bo najpierw trzeba było na to zarobić

-vat i akcyza od paliw

-nieodliczony vat od paliwa do samochodu osobowego

-podatek od pieniędzy za zakupione paliwo – bo najpierw trzeba było na to zarobić

opłaty autostradowe

Naprawdę można by długo ciągnąć tę listę. Nie zanudzając, jedziesz, czyli płacisz i to niemało. Gdyby podsumować te kwoty, okazałoby się że dochody państwa z szeroko rozumianego tytułu – samochody, motoryzacja i kierowcy stanowią niewątpliwie bardzo istotny składnik budżetu.

Nawet nie wnikam ile miejsc pracy istnieje dzięki zmotoryzowanym. I co z tego wynika?

Nic. Nie jest mi znana żadna organizacja lub stowarzyszenie, które walczy o prawa kierowców. Często czuję się, jakby mój samochód był nieproszonym gościem na tej planecie. Przeciwko mnie jako kierowcy wymierzone są:

-zakorkowane i dziurawe drogi

– opłaty (haracze) parkingowe w miastach

-fotoradary i policja w krzakach

-zakazy i restrykcje parkowania, ograniczenia wjazdu w centrach miast.

-kłębowisko pionowych i poziomych znaków ( wg badań duża część znaków nie ma żadnego wpływu, albo wręcz pogarsza bezpieczeństwo jazdy)

-nieoznakowane garby i „śpiący policjanci” niszczące zawieszenie mojego samochodu

-wideoradary ścigające piratów drogowych (a możeby ścigać pijanych traktorzystów i cichociemnych rowerzystów, do tego nie trzeba fotoradarów tylko determinacji)

-ciężarówki które wyprzedzają się przez pięc minut bo jedna jedzie 89,5 km/h a ta druga wyprzedza z prędkością 90.5 km/h

-nawet śniegu nie ma komu odgarnąć z chodnika żeby zaparkować

Po namyśle wszystko to doprowadza mnie do wniosku, że jako kierowcy dajemy się doić i kiwać.

Takie np. lobby biopaliwowe potrafi przepchnąć dolewanie do paliwa substancji, które niekoniecznie muszą mieć dobry wpływ na nasze silniki. Jak ktoś powiedział, dobrze, że nie musimy sobie przyspawać kawałka szyny kolejowej do samochodu w celu ratowania polskich hut. (zresztą chyba już nie ma polskich hut). Najwyższy czas zacząć mówić o problemach wszystkich ludzi którzy muszą codziennie wyjechać na drogę, zorganizować się jakoś by być słyszalnym i wtedy być może sprawy przybiorą właściwy obrót. Dużo mniejsze grupy nacisku są w stanie realizować swoje postulaty, tylko dlatego że są dobrze zorganizowane. Zatem: Kierowcy, nie dajmy się doić! Niech nasz wspólny głos będzie słyszalny.