Podatek akcyzowy – Ile płacimy

12 lutego, 2010

Ten podatek stanowi blisko jedną piątą dochodów budżetu. Założenia na 2009 mówiły o tym że w tym roku wpływy osiągną 58 mld zł i jest to wzrost o 10% w porównaniu z rokiem poprzednim.
Całkowite dochody podatkowe budżetu na 2010 mają osiągnąć 223.140.010 tys. zł dochody z podatku akcyzowego – 53.070.000 tys. zł. Około połowy z tych kwot stanowić będzie akcyza z paliw silnikowych. (olej napędowy, benzyna, gaz LPG). Niewielki udział także będzie mieć akcyza od samochodów osobowych -około 3 procent. (dla porównania akcyza za energię elektryczną około 5% tej kwoty). Za każdy litr benzyny, który kupjemy, około 1,5 złotych stanowić będzie akcyza, natomiast w litrze oleju napędowego około złotówki. (Znaczy, patrioci powinni jeździć benzyniakami ?)
Powyższą kwotę podatku z akcyzy możemy porównać do kwoty dochodu z podatku dochodowego od osób fizycznych – 36.000.000 tys. zł Proste przeliczenie wskazuje, że podatek akcyzowy od paliwa (połowa tych 5307000 tys to powiedzmy 26 000 000 ) jest porównywalny w przeliczeniu na głowę. Statystycznie rzecz ujmując: otwierasz swój ostatni PIT roczny, sprawdzasz ile zapłaciłeś podatku, mnożysz przez 60% i daje Ci to mniej więcej kwotę akcyzy od paliw którą zostawiałeś przez cały rok w kasie na stacjach benzynowych.
Inaczej licząc: przejeżdzasz 50 000 km rocznie? spalanie 8 litrów czyli 4000 litrów paliwa. Zależnie od spalanego paliwa to albo 4 albo 6 tysięcy. Rachunek ten nie uwzględnia jednak akcyzy zużywanej przy transporcie towarów do lokalnego sklepu, jazdy autobusem i tym podobnych. Akcyza nie jest również jedynym sposobem transferowania pieniędzy z kieszeni kierowców do budżetu.
Nie to żebym zaraz komuś żałował płaconych podatków. Jako obywatel nie żałuję bo są nauczyciele, strażacy, nówki sztuki F-16 Jastrząb których utrzymanie kosztuje. Niemniej skoro jest zasada „płacę i wymagam”, to warto się zastanowić czy za te pieniądze nie można by wymagać trochę więcej. (A właściwie trochę mniej. Mniej dziur w jezdni, fotoradarów, zakazów wjazdów i parkowania.)


Kierowcy nie dajcie się doić z pieniędzy – wstępniak

10 lutego, 2010

Do stworzenia tego bloga popchnęły mnie przemyślenia w trakcie podróżowania samochodem.

Jak wiele milionów Polaków codziennie używam samochodu. Pokonywanie dziesiątków i setek kilometrów przestało mnie bawić już dawno temu, traktuję to raczej jako konieczność wynikającą z konieczności podróży służbowych lub załatwiania spraw osobistych. Społeczność kierowców w naszym kraju liczy wiele milonów osób. Liczba zarejestrowanych samochodów przekroczyła 20 milonów. Ludzie, którzy podróżują samochodem na wiele sposobów transferują wielkie sumy do budżetu RP:

-akcyza od zakupu pojazdu

-VAT od zakupu pojazdu

-nieodliczony vat od samochodu osobowego „bez kratki”

-podatek od pieniędzy za zakupiony pojazd -bo najpierw trzeba było na to zarobić

-vat i akcyza od paliw

-nieodliczony vat od paliwa do samochodu osobowego

-podatek od pieniędzy za zakupione paliwo – bo najpierw trzeba było na to zarobić

opłaty autostradowe

Naprawdę można by długo ciągnąć tę listę. Nie zanudzając, jedziesz, czyli płacisz i to niemało. Gdyby podsumować te kwoty, okazałoby się że dochody państwa z szeroko rozumianego tytułu – samochody, motoryzacja i kierowcy stanowią niewątpliwie bardzo istotny składnik budżetu.

Nawet nie wnikam ile miejsc pracy istnieje dzięki zmotoryzowanym. I co z tego wynika?

Nic. Nie jest mi znana żadna organizacja lub stowarzyszenie, które walczy o prawa kierowców. Często czuję się, jakby mój samochód był nieproszonym gościem na tej planecie. Przeciwko mnie jako kierowcy wymierzone są:

-zakorkowane i dziurawe drogi

– opłaty (haracze) parkingowe w miastach

-fotoradary i policja w krzakach

-zakazy i restrykcje parkowania, ograniczenia wjazdu w centrach miast.

-kłębowisko pionowych i poziomych znaków ( wg badań duża część znaków nie ma żadnego wpływu, albo wręcz pogarsza bezpieczeństwo jazdy)

-nieoznakowane garby i „śpiący policjanci” niszczące zawieszenie mojego samochodu

-wideoradary ścigające piratów drogowych (a możeby ścigać pijanych traktorzystów i cichociemnych rowerzystów, do tego nie trzeba fotoradarów tylko determinacji)

-ciężarówki które wyprzedzają się przez pięc minut bo jedna jedzie 89,5 km/h a ta druga wyprzedza z prędkością 90.5 km/h

-nawet śniegu nie ma komu odgarnąć z chodnika żeby zaparkować

Po namyśle wszystko to doprowadza mnie do wniosku, że jako kierowcy dajemy się doić i kiwać.

Takie np. lobby biopaliwowe potrafi przepchnąć dolewanie do paliwa substancji, które niekoniecznie muszą mieć dobry wpływ na nasze silniki. Jak ktoś powiedział, dobrze, że nie musimy sobie przyspawać kawałka szyny kolejowej do samochodu w celu ratowania polskich hut. (zresztą chyba już nie ma polskich hut). Najwyższy czas zacząć mówić o problemach wszystkich ludzi którzy muszą codziennie wyjechać na drogę, zorganizować się jakoś by być słyszalnym i wtedy być może sprawy przybiorą właściwy obrót. Dużo mniejsze grupy nacisku są w stanie realizować swoje postulaty, tylko dlatego że są dobrze zorganizowane. Zatem: Kierowcy, nie dajmy się doić! Niech nasz wspólny głos będzie słyszalny.